7 maja 2017 roku w samo południe grupa dziewięciu uczniów klasy 3 TT wraz z nauczycielką wyjechała na pierwszą z pięciu praktyk zagranicznych w ramach realizacji projektu „Po doświadczenie na europejski rynek pracy!”.

Uczniowie kształcący się w zawodzie technik obsługi turystycznej pojechali do pięknego Penziónu Pltník w Červeným Kláštorze na Słowacji. Praktykę rozpoczęli 8 maja a zakończą 2 czerwca 2017 roku. O tym jak przebiega praktyka i jakie są wrażenia naszych uczniów i nauczycielki będziemy informować na bieżąco na podstawie otrzymywanych od nich relacji.

Nareszcie poniedziałek! - można odpocząć. Dzisiaj szczególny dzień, jedziemy do AquaCity w Popradzie.Ranek przywitał nas słońcem i piękną pogodą, pan kierowca już czekał od 8.00, szybkie śniadanie i nareszcie wyjazd. Poprad leży około godz. drogi od naszego ośrodka. Zza szyby samochodu piękne widoki na Tatry, ale i tak najbardziej wszyscy czekają już tylko na atrakcje wodne na basenie. O godz. 10.15 jesteśmy na miejscu, biegniemy szybko do drzwi, a tu pech - otwierają od 11.00, niestety trzeba czekać. W końcu jesteśmy w środku, mamy pakiet za 16 Euro a więc wszystko: pływalnie, jacuzzi, sauna, do koloru do wyboru, istna bieganina po basenach i zjeżdżalniach. Jest też basen z barkiem i pysznymi soczkami. Niestety zdjęć z pobytu w AquaCity nie pokażemy. Trzy godziny zabawy z wodą to jest to co się należy po tygodniu pracy.

Po powrocie niespodzianka, duża grupa małych dzieci przyjechała na odpoczynek, a więc krzyki, wrzaski do późnych godzin nocnych i oczywiście bieganina jak to przy małych dzieciach, a my niestety wstajemy rano do pracy.

Opracował: Damian Pulnar

 

Dziś był gorący, iście letni dzień. Kolejna wycieczka słowackich dzieci wyjechała, więc trzeba było odkurzyć pokoje, zmienić pościel, posprzątać łazienki itp. Słoneczna pogoda przyciągnęła licznych turystów na spływ tratwami i pontonami, więc aż cztery osoby pracowały przy robieniu zdjęć i sprzedawaniu ich w Szczawnicy na końcu trasy spływu.

W kuchni i restauracji ruch jak zwykle – przygotowanie posiłków, przyjmowanie zamówień, zmywanie itp. Pojawili się goście z Węgier, Niemiec i Wielkiej Brytanii, a także Polacy. Jutro w południe ma być zlot właścicieli starych samochodów, którzy na pewno przyjdą na obiad, więc pracy nam nie zabraknie.

Parę obiecanych ciekawostek. Od flisaka Pawła (czyli Zbójnika), który jest istną skarbnicą wiedzy na temat pienińskich górali, dowiedzieliśmy się, dlaczego z przodu każdej tratwy są przyczepione gałązki jedliny. Po pierwsze – by woda nie przedostawała się do tratwy. Po drugie – dla dekoracji. Po trzecie – jedlina przyda się na wieniec, jeśli jakiś turysta wpadnie do wody.

A dlaczego każdą tratwą steruje dwóch flisaków? „Odpowiedź jest prosta” – wyjaśnił Zbójnik Rumcajs. „Ja palę papierosy, a ten drugi kaszle. Ja opowiadam historyjki, a ten drugi wiosłuje; ja odpoczywam, on pracuje”.

W niedalekiej odległości od budynków klasztornych (ok. 2,5 km od „Pltnika”) znajduje się XIX-wieczne uzdrowisko o wdzięcznej nazwie Smerdzonka. Tutejsza woda mineralna bogata w siarkowodór w pełni zasługuje na swoja „uroczą” nazwę i niestety nie pachnie zbyt zachęcająco. Trzeba być naprawdę zdeterminowanym, by jej spróbować. Za to kawa w pięknie odrestaurowanych, stylowych wnętrzach hotelu-sanatorium smakuje wyśmienicie.

Każdy turysta może sobie również zaaplikować darmowe leczenie wodą (hydroterapię) według metody ks. Sebastiana Kneippa. Wystarczy bez butów przespacerować się po kładce zanurzonej w wodzie (lodowatej o tej porze roku), by potem gołymi stopami przejść po różnych rodzajach podłoża.

I jeszcze trochę o zabytkach. W klasztorze-muzeum znajdują się dwa zegary słoneczne, pokazujące dokładny czas od wschodu do zachodu słońca. Podczas spaceru na polską stronę Dunajca, w Sromowcach Niżnych, można odkryć uroczy drewniany kościółek z XVI wieku.

A wszystkiemu (i wszystkim) przygląda się Duch Pienin na jednej z Trzech Koron J. Dziękując mojej szczepanikowej turystycznej dziewiątce za wspaniały wspólny czas, wspólne wspomnienia i przygody, kończę swoją relację. Pora dokończyć pakowanie. Moje miejsce w gościnnym „Pltniku” już jutro zajmie pan Damian.

Príjemný pobyt a krásnepočasie (=…i pięknej pogody)!

Ahoj!

Opracowała: Irena Jakubowicz

W pracy podoba mi się to, że mogę nauczyć się wielu nowych rzeczy. Atmosfera jest bardzo miła, a poprzez codzienny kontakt z ludźmi coraz łatwiej pracuje mi się w zespole.

- Karolina

Praktyki mijają mi bardzo sympatycznie, świetni ludzie, piękne widoki oraz przyjemna a za razem bardzo ciekawa praca. Zajmuję się sprzedażą zdjęć turystom na przystani nad Dunajcem, kiedy to wysiadają z tratw prowadzonych przez Flisaków, niżej przesyłam fotografie z miejsca mojej pracy. Pozdrawiam :)

- Kuba

W zeszłym tygodniu miałam okazję pracować w restauracji hotelowej oraz jako pomoc w kuchni. Pracy w tym miejscu nie brakuje, ale jest świetna atmosfera i mamy okazję pracować z bardzo sympatycznymi ludźmi, uczymy się nowych rzeczy i poznajemy tutejsze obyczaje.
Na zdjęciach jakie dołączam można zobaczyć jak wygląda przykładowy układ sztućców, a także co robiłam wraz z Pulą na naszej zmianie.

Pozdrawiam Ania :)

Bardzo fajna atmosfera i mili ludzie. Pracy jest sporo, ale wszystko tak szybko mija, że nawet trudno to zauważyć ile zostało zrobione.

- Kacper

Dziś powróciliśmy do Czerwonego Klasztoru z 3-dniowej wizyty w naszej szkole partnerskiej.

W drodze do Preszowa zatrzymaliśmy się, by zwiedzić średniowieczny zamek w Starej Lubovni, położony na malowniczym wzgórzu. W przeszłości spotykały się tu koronowane głowy państw. Były w nim ukryte polskie skarby koronacyjne, których kopie można dziś oglądać i robią wielkie wrażenie. Był tu więziony Maurycy Beniowski, słynny szlachcic, podróżnik i król Madagaskaru. Idealna, słoneczna pogoda zapewniła nam niesamowite widoki na cztery strony świata.

Dwie noce w Preszowie (trzecie miasto słowackie pod względem liczby mieszkańców – ponad 90 tysięcy) spędziliśmy w internacie dla uczniów, który mieści się na 4 piętrze budynku. To ciekawe, że właśnie w niedzielę wybraliśmy się do szkoły ;-). Mogliśmy się przekonać, jak wygląda życie w internacie: pokoje kilkuosobowe, zbiorcze prysznice i toalety na korytarzu, wspólna kuchnia, cisza nocna nie zawsze cicha... Jeśli kogoś to nie zniechęciło, może starać się o miejsce w polskim domu studenckim w przyszłym roku akademickim.

Na pozostałych piętrach mieści się szkoła średnia, stołówka, biura itp. Jest na szczęście winda, ale częściej trzeba chodzić po schodach, a wszystkich pięter jest pięć (!).

Na lekcji w klasie turystycznej mieliśmy spotkanie z uczniami i przedstawiliśmy prezentacje o naszych szkołach, a z panem dyrektorem Stanislavem Kuchtą i jedną z pań nauczycielek wybraliśmy się wieczorem na pizzę. Było bardzo przyjemnie.

Pojechaliśmy też na wycieczkę do Koszyc, które są drugim co do wielkości miastem słowackim (ponad 230 tysięcy mieszkańców). Na starym mieście, pełnym uroczych zaułków i klimatycznych uliczek, oglądaliśmy gotycką Katedrę św. Elżbiety i grającą fontannę przed teatrem. Mieliśmy czas wolny, który spędziliśmy m.in. w kawiarni i galerii handlowej, ciesząc się z powrotu do cywilizacji :-).

Po południu spacerowaliśmy po Preszowie, którego starówka (podobnie jak w Koszycach) ma kształt oka, a pośrodku, w jego „źrenicy” stoi Kościół św. Mikołaja. Zdobyliśmy pamiątkowe certyfikaty przekroczenia 49-go równoleżnika (północnej szerokości geograficznej), który przebiega przez samo centrum miasta. Pogoda dopisała, więc czuliśmy się jak na niespodziewanych wakacjach. Tylko pięknie kwitnące olbrzymie kasztanowce (także w kolorze różowym) przypominały, że niektórzy w Polsce jeszcze zdają ustne egzaminy maturalne. Pozdrawiamy „szczepanikowych” maturzystów!

Zwiedzaliśmy unikatową kopalnię soli wybudowaną nad szybem górniczym w dzielnicy Solivar, gdzie sól przez odparowanie słonej wody uzyskiwano już w XI wieku.Drewniana maszyneria jest genialna w swojej prostocie, ale trzeba było nieźle się nagłówkować, by ją wymyślić. Na szczęście nie musieliśmy schodzić po drabinie pod powierzchnię ziemi, by na głębokości 130 metrów wykuwać solne bloki skalne.

W drodze powrotnej do Pltnika, w Levoczy oglądaliśmy największy drewniany ołtarz na świecie, mający ponad 18 metrów wysokości, wykonany w średniowieczu przez Mistrza Pawła, ucznia Wita Stwosza.

Mnóstwo wrażeń. Sympatyczne przyjęcie przez przedstawicieli naszej szkoły partnerskiej, którzy oprowadzali nas po mieście i okolicach. Jednak dobrze wrócić do spokojnego Czerwonego Klasztoru, gdzie życie toczy się innym rytmem. Co wcale nie znaczy, że monotonnym. W sobotę 13 maja urządziliśmy niespodziankowe spotkanie dla Karoliny z okazji jej 19-tych urodzin. Zamówiliśmy specjalny tort, były kiełbaski pieczone na grillu w drewnianym domku za pensjonatem, tuż na brzegu Dunajca. Przydała się tez gitara zabrana z Krosna.

Jutro powracamy do pracy w pensjonacie, w firmie fotograficzno-reklamowej i muzeum klasztornym. Pierwsza zmiana znowu zaczyna pracę w kuchni już o 7.00, a do muzeum trzeba dojść na piechotę. Chyba, że dopisze pogoda, wtedy można pojechać rowerem.

Opracowała: Irena Jakubowicz

Szczepanikowa ekipa turystyczna 9+1 pozdrawia spod Trzech Koron!

Chłodno nadal, ale nie wieje wiatr i jest dość słonecznie. W nocy podobno był przymrozek (czyli jakieś -6 stopni według pana Józefa, właściciela pensjonatu), ale w naszych pokojach włączone ogrzewanie, więc mróz nam niestraszny.

We wtorek zaczęliśmy pracę. Czym się zajmujemy? Wszystkim, co wiąże się z tym miejscem i jego górską okolicą. Pracujemy w hotelowej kuchni i w restauracji, przygotowując posiłki, zmywając naczynia, nakrywając do stołu i serwując dania. Jest spory ruch: stołuje się tu obecnie 55 słowackich dzieci z wycieczki, zaglądają goście wynajmujący pontony, rowery i korzystający ze spływu tratwami po Dunajcu. Dziś była 30-osobowa grupa turystów z Izraela, a wczoraj goście z Francji.

Zajmujemy się sprzątaniem pokoi hotelowych, kempingu i strefy wellness, w której są m.in. sauna i jacuzzi. Oprowadzamy również turystów zwiedzających Klasztor Kamedułów znajdujący się około 30 minut stąd na piechotę. Jest to niezwykłe miejsce, przesycone klimatem tajemnicy i legendami o mnichu Cyprianie, który zasłynął jako wynalazca, alchemik, botanik i lekarz. Podobno skonstruował lotnię, by sfrunąć z Trzech Koron. Kopię jego zielnika oglądaliśmy wczoraj w klasztorze – rośliny zostały zasuszone w XVIII wieku, a wyglądają jakby je wczoraj zerwano.

Pomagamy podczas robienia zdjęć turystom płynącym na tratwach z flisakami lub pontonami. Najlepsze fotografie to te wykonywane z kładki dla pieszych i rowerzystów przerzuconej nad Dunajcem. Trzeba mieć refleks, by nie przegapić ludzi płynących rwącą rzeką! Uczymy się obróbki zdjęć z zastosowaniem programów komputerowych, dzięki współpracy z panem Ladislavem, właścicielem firmy reklamowej. Następnie sprzedajemy te fotografie turystom. Pracujemy też w wypożyczalni sprzętu sportowego. Dziś wydawaliśmy pontony, kamizelki ratunkowe, kaski i rowery.

W pracy stykamy się głównie z językiem słowackim, ale używamy także angielskiego i niemieckiego. Dajemy radę! Wszyscy pracownicy pensjonatu i muzeum są bardzo pomocni, starają się mówić wyraźnie i prostymi słowami. Uczą nas swoich obowiązków i okazują wyrozumiałość. Codziennie jest kilka zabawnych sytuacji wynikających z różnic językowych, ale traktujemy je z humorem. O śmiesznych momentach napiszemy w kolejnej relacji.

Dostajemy tutaj bardzo dobre posiłki. Cóż, w końcu sami asystujemy przy ich powstawaniu i sami je podajemy na nasz wspólny stół ;-). Śniadania mamy o 8.00, obiady o 14, a kolacje jadamy o 18.00.

Dziś był intensywny dzień, ale zgodnie stwierdziliśmy, że udany!

Jest POWER, jest moc!

facebook_page_plugin